Posty

efekt motyla pruskiego

Dwie sytuacje. Obie zdarzyły się w tym miesiącu. W dwóch różnych miejscach, pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jedna z nich bardziej "lokalna", wie o niej niewiele osób. Druga stała się bardzo znana, pisano o niej w mediach, zareagowały instytucje państwowe.

O pierwszej z nich wiem z wiarygodnego źródła, bo od naocznego świadka.
Szkoła, sala lekcyjna, trwa lekcja. To znaczy teoretycznie trwa lekcja, bo to co się dzieje w klasie raczej zajęć żadnych nie przypomina. Na tyłach sali jeden chłopiec drugiego ciągnie po podłodze, wyniku szarpaniny ściąga jednego buta leżącemu, macha nim triumfalnie. Leżący raczej nie wygląda na zaatakowanego. Rzuca się nieco, próbuje uwolnić, ale wszystko odbywa się raczej w formie "zabawy", obydwaj śmieją się głośno, ludzie wokoło śmieją się głośno - nikomu nie przeszkadza obecność nauczycielki w klasie. W tle inni uczniowie przestawiają stół (podnoszą, stawiają - w sumie nie wiadomo, po co), ktoś przebiega przez klasę, jest głośno,…

lekcja muzyki

W sierpniu ubiegłego roku, kiedy zaczęłam pracę w Spark Academy, zaproponowano mi prowadzenie zajęć z muzyki w grupach 1-3. Zgodziłam się, bo akurat do prowadzenia takich zajęć w tej grupie wiekowej mam, że tak powiem, kwalifikacje, a poza tym - pomyślałam - co mi szkodzi.
Zaczęłam - jak na profesjonalistkę przystało - od ponownego przestudiowania podstawy programowej dla klas I-III z zakresu muzyki właśnie. Oto, przez co musiałam przejść:

Edukacja muzyczna.
1. Osiągnięcia w zakresie słuchania muzyki. Uczeń: 1) słucha, poszukuje źródeł dźwięku i je identyfikuje; 2) słucha muzyki w połączeniu z aktywnością ruchową, gestami dźwiękotwórczymi: klaskanie, pstrykanie, tupanie, uderzanie o uda itp. oraz z towarzyszeniem prostych opracowań instrumentalnych; 3) reaguje na sygnały muzyczne w różnych sytuacjach zadaniowych; 4) odróżnia dźwięki muzyki, np. wysokie – niskie, długie – krótkie, ciche – głośne, głosy ludzkie: sopran, bas; odróżnia i nazywa wybrane instrumenty muzyczne; 5) rozróżnia muz…

Ola i dzieci z przedszkola

Tak, wiem - dopiero co pisałam o Sparku... Nie dam jednak rady przemilczeć tego, co dzisiaj się w Spark Academy działo, musicie mi wybaczyć. Tak to się zaczyna - człowiek decyduje się na pracę w tak zwanej szkole alternatywnej, a potem jego ukształtowany latami nauki i studiów mózg musi tworzyć nowe połączenia, żeby dostrzec, jak bardzo się dotychczas mylił.

Zacznę zwyczajnie. Dzisiaj w Spark Academy uczniowie z grupy 1-3 gościli 5-latków z pobliskiego przedszkola. Nie jest to może sytuacja codzienna, nie jest też jednak szczególnie wyjątkowa. Zaprasza się czasami przedszkolaków w ramach tak zwanej współpracy ze szkołą, coby starszaki zobaczyły, jak szkoła od środka wygląda. Nic w sumie nadzwyczajnego.

 O tym, że będziemy mieć takich gości dzieciaki z 1-3 (taki mały konkurs w nawiasie: jak krótko nazywać uczniów z 1-3, żeby nie powtarzać ciągle tego "1-3"?; na propozycje czekam w komentarzach poniżej, ewentualnie na Facebooku, można też podejść do mnie osobiście; w nagrodę p…

prima aprillis

W Spark Academy postanowiliśmy zrobić uczniom żart. Ot, taki tam psikus na prima aprillis. Narada była szybka, bo i pomysł sam się właściwie narzucił - będziemy zachowywać się jak w "normalnej" szkole (wynikać z tego musiało, że na co dzień raczej mało normalni jesteśmy 😄).
Każdy z nas doskonale pamiętał, jak to w szkole tradycyjnej bywa, więc lista "żartów" powstała bez kłopotu.
Po pierwsze - wszyscy mieliśmy ubrać się na czarno, na znak powagi i doniosłości zawodu, jaki wykonujemy (była propozycja ubioru "garsonkowego", ale zaprotestowałam stanowczo, jako nieposiadaczka takowego).
Po drugie - zamiast kręgu mieliśmy urządzić uczniom prawdziwe lekcje wychowawcze, takie z kazaniem, siedzeniem przy stołach i ukaraniem winnych.
Po trzecie - nareszcie mogliśmy wyżyć się na lekcjach, stosując wszelkie dostępne środki władzy nauczycielskiej (wiecie, takie tam stawianie ocen, kreślenie czerwonym długopisem po kartce, pisanie uwag, wysyłanie do dyrektora za złe zac…

rower jaki jest, każdy widzi

Proszę państwa, pozwólcie, że państwu przedstawię wyimaginowane zdjęcia. Proszę, oto Kasia, tutaj jest Janek, tu Karolina, a na końcu mamy... rower. Co łączy ze sobą te zdjęcia? Otóż każda z przedstawionych osób potrafi na rowerze jeździć. Korzystają z roweru w różnym stopniu, w zależności od potrzeb - jedni używają go jako codziennego środka transportu, a drudzy od czasu do czasu, przy pięknej pogodzie wyciągają rower, by nacieszyć się tą formą spędzania wolnego czasu. Tak czy siak - żadna z tych osób nie problemu z jazdą na tym popularnym, że tak powiem, dwukołowcu. Ach, mam tutaj jeszcze zdjęcie Piotra, który - wbrew pozorom - świetnie do naszego tematu pasuje.

Cóż w tym szczególnego, że ludzie potrafią jeździć na rowerze? Czemu mówię o tym właśnie tutaj, w miejscu na edukację przeznaczonym? Zanim wyjaśnię wprost i bez ogródek, najpierw trochę pokrążę....

Swoją przygodę z rowerem Kasia zaczęła od takiego z przymocowanymi kółkami bocznymi. Od samego początku jeździła szybko i pewnie …

palcem po historii

Inspiracją do tego tekstu jest fragment prezentacji, jaką Kurt Montgomery - założyciel i dyrektor szkoły, w której pracuję - omawiał podczas spotkania informacyjnego w szkole. Wiecie - zaprasza się ludzi zainteresowanych szkołą i opowiada im się o specyfice tej placówki, odpowiada na pytania i wątpliwości. Wprowadzając do tematu Kurt wspomniał o czymś, co przykuło moją uwagę swoją oczywistością. Pozwolę sobie więc na poruszenie tej kwestii tutaj, rozwinięcie jej na swój sposób, jednocześnie oddając Kurtowi to, co do Kurta należy :).

Na samym początku, wiecie - takim początku wszystkiego, jakkolwiek by sobie ten początek wyobrazić i gdziekolwiek umiejscowić - człowiek niewiele wiedział. Przyswajał sobie tylko te informacje, zapamiętywał tylko te dane, które potrzebne mu były do tego, żeby przeżyć. Mam takie wrażenie, że kwestią przypadku często było to, że ta wiedza powoli się rozszerzała, pozwalała zwiększać komfort życia człowieka. Może tak właśnie było z ogniem. Jadł surowiznę dopót…

mój kij w pewne mrowisko

Gdyby ktoś mnie przypadkiem zapytał, czy dołączyłabym do strajku nauczycieli, gdybym miała taką możliwość, to bez zastanowienia odpowiedziałabym "nie". Dlaczego? Odpowiadając zwięźle: bo nie czuję, że jest to mój strajk. Tak, jestem nauczycielką, tak - moja pensja zawsze była i jest nie tylko dużo niższa od pensji mojego męża, ale też pozbawiona podobnej możliwości podwyżki i premii. Tak - godziny spędzone w szkole razem z dziećmi nie są jedynymi godzinami, które spędzam na pracy. To wszystko się zgadza. Mimo to, kiedy słucham i czytam w mediach wypowiedzi nauczycieli czy związkowców stąd czy stamtąd, to czuję i wiem, że nie stoję tam z nimi i nie myślę tego, co oni.

Pozwólcie, że do wyrażenia swojego zdania posłużę się listem otwartym, jaki 14 grudnia ubiegłego roku napisała poznańska nauczycielka z 25-letnim stażem, wychowawca ponad 10 klas specjalnych, dwukrotnie nagrodzona Nagrodą Prezydenta Miasta Poznania oraz medalem KEN:
"Nadchodzi czas, kiedy wy – rodzice będziec…